Podczas rozpraw Piotr J. nie okazuje żadnych emocji
Podczas rozpraw Piotr J. nie okazuje żadnych emocji
TARNOBRZEG. Na pokerowej twarzy zabójcy 21-letniego Mateusza wciąż nie widać cienia skruchy. Zamordował kolegę, okradł jego zwłoki, a kilka godzin później sprzedał wszystko wśród znajomych.
We wtorek, przed tarnobrzeskim Sądem Okręgowym stawili się nabywcy przedmiotów należących do zamordowanego w maju ubiegłego roku w Rudniku nad Sanem 21-letniego Mateusza. Oskarżycieli interesowało, jak zachowywał się sprawca makabrycznej zbrodni kilka godzin po morderstwie.
20-letni Piotr J. spotkał się z Mateuszem, bo koledzy podrzucali sobie nawzajem różne przedmioty pochodzące z kradzieży. Tragicznego 12 maja 2009 r. mieli rozliczyć się za warty 200 zł telewizor. Podjechali do lasu samochodem Mateusza. Piotr zażądał od 21-latka zwrotu pieniędzy, ten ich nie miał. Wówczas rozwścieczony Piotr rzucił się na niego. Młodzi mężczyźni chwilę szarpali się w samochodzie, a potem wypadli z niego na ziemię. Piotr zadał koledze cios nożem. Po pierwszym, posypały się następne. Gdy słaniający się na nogach Mateusz próbował uciekać, Piotr dopadł go i udusił rozprutym od ukłuć noża swetrem. Oprawca nie stracił zimnej krwi. Schował zwłoki pod gałęziami, przebrał się w rzeczy znalezione w aucie ofiary, ukradł radioodtwarzacz, komórkę i spodenki. Wtarł krem w kierownicę, by zatrzeć ślady i wrócił do domu.
Interesy
Z ustaleń śledczych wynikało, że w dniu zabójstwo Piotr spotkał się z kilkoma kolegami, którym sprzedał rzeczy swojej ofiary. Miał w ten sposób odzyskać od niego należne mu pieniądze.
9 marca, przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu stawili się trzej młodzi mężczyźni, którzy zrelacjonowali transakcje zawarte z Piotrem J. kilka godzin po dokonaniu zbrodni.
Wszyscy trzej świadkowie przyznali, że nie mieli pojęcia, że zakupione przedmioty mogły należeć do zamordowanego.
- Kupiłem od J. spodenki - mówił młody mężczyzna. - Myślałem, że dostał je od rodziny z Anglii. Już kiedyś wcześniej kupowałem podobne od niego, dlatego nie zdziwiło mnie, że je oferuje. Na pytanie rodziców zamordowanego, którzy występują w procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych, czy Piotr J. zachowywał się tego popołudnia jakoś dziwnie, czy był zdenerwowany, świadek zaprzeczył.
Zwykły dzień
- Zachowywał się zwyczajnie. Nie było po nim widać, że coś się stało. Był normalny.
Dokładnie taki sam obraz oskarżonego zapamiętali nabywcy pozostałych dwóch przedmiotów należących do Mateusza.
- Nie zauważyłem nic dziwnego w jego zachowaniu. J. nieraz zachowywał się agresywnie na dyskotekach, tego dnia, był jednak spokojny - mówił drugi ze świadków.
Za miesiąc sąd przesłucha biegłych psychiatrów, którzy badali stan zdrowia oskarżonego. Mężczyźnie grozi od 8 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
rozprawa
,
sąd
,
morderstwo
,
Tarnobrzeg
,