Brawurowy reżyserski debiut Kristen Stewart, który miał swoją premierę w Cannes w sekcji Un Certain Regard, przyjęło owacjami. „Chronologia wody” to pełne zanurzenie w ekstremalne doświadczenia, rzecz o koszmarnym dzieciństwie, młodzieńczym samozniszczeniu i ratunku, jakim dla bohaterki bywa pływanie i pisanie. W centrum filmu znajduje się kobiece ciało, to przez nie Lidia (wyrazista Imogen Poots) poznaje radość i ból, to z nim eksperymentuje, to od niego ucieka, to je trenuje, dyscyplinuje, zaniedbuje, to z niego czerpie całą swoją siłę. Kiedy ją poznajemy, jest wciąż dziewczynką, za którą krok w krok podąża (i pożąda) ojcowskie spojrzenie. Imponująca, przejmująca do szpiku kości ekranizacja autobiograficznej książki Lidii Yuknavitch błyskotliwie przekłada słowa na obrazy, szatkuje niechciane wspomnienia, puszcza wodze fantazji, traci i odzyskuje kontrolę, mąci wodę, ale z determinacją najlepszej pływaczki pewnymi ruchami sunie do przodu. Ta opowieść zaczyna się jak tsunami – fala, która unicestwia domy i ludzi, lecz kształt wody, a wraz z nią emocjonalna temperatura i rytm „Chronologii wody” zmieniają się z rozdziału na rozdział.

![Październikowy DKF Klaps: Opowieść o Vivaldim, nowy Ozon i odnowiony „Absolwent” [REPERTUAR]](/image/ext/c/800/520/news/20261002/DRUGIE-ZYCIE_05-1-1.jpg)



![25-lat rzeszowskiego Teatru Przedmieście. Kilka dni świętowania, sporo wydarzeń [PROGRAM]](/image/ext/c/800/520/news/20261001/makbet-fot-dawid-linkowski.jpg)


















